Blog Piotra Kuczyńskiego

Rynki pod mikroskopem

Archiwum: grudzień 2009

2009-12-31 12:57

Kilka uwag na temat „listu dziesięciu”

Wszystkim Państwu życzę w 2010 roku zdecydowanej przewagi sukcesów nad porażkami - samych sukcesów nie życzę, bo to nie jest realne ;-).

Niedawno w prasie ukazał się „list dziesięciu”  czyli sygnowany przez dziesięć znanych ekonomistów manifest (http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,7367552,Robmy_cos__bo_ten_dlug_nas_pograzy.html ), w którym oceniając sytuację finansów publicznych (zadłużenie i deficyt) jako bardzo niebezpieczną dla Polski domagali się określonych reform. Szkoda tylko, że list ukazał się przed świętami, co może znacznie ograniczyć jego oddziaływania. Jak rozumiem było to zaproszenie do dyskusji, w której może uczestniczyć również analityk. Dlatego też postanowiłem się odnieść do kilku propozycji z tego listu i dodać swoje trzy grosze. 

Autorzy uważają, że należy dążyć do ujednolicenie systemu emerytalnego dla wszystkich Polaków. Generalnie się z tym zgadzam, ale takie ostre postawienie sprawy prowadzi natychmiast do stwierdzenia: to jest niemożliwe. Oczywiście trzeba zreformować KRUS, ale zawsze będą (a przynajmniej powinny być) jakieś minimalne emerytury dla rolników, którzy w swoich rodzinnych gospodarstwach praktycznie nie osiągają zysku. Dyskusyjne jest też założenie, że nie będzie żadnych wcześniejszych emerytur, a jedynie „emerytury pomostowe przyznawane według niezależnej oceny ekspertów”. Nasuwa się pytanie: dla grup zawodowych, czy dla pojedynczych osób tak jak renty? Dla osób byłoby niesensowne (każda baletnica z osobna starałaby się o emeryturę), a dla grup to byłoby przecież tak samo jak w systemie wcześniejszych emerytur. 

W ten postulat wpisać można też wydłużenie i zrównanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn. To jest rzeczywiście bezdyskusyjnie konieczne, bo żyjemy coraz dłużej. Mam jednak pytanie: jak zapewnić miejsca pracy dla tych starych już ludzi? Miejsc pracy może być coraz mniej (choćby ze względu na postęp technologiczny i wzrost wydajności pracy). Co zrobimy z tymi starszymi osobami, które pracy nie będą miały? Program 50+ niczego na razie nie załatwił i wątpię, żeby załatwił. W celu wygenerowania popytu na pracę należałoby zacząć inwestować w naukę, w badania i generalnie w myśl techniczną. W końcu, czym Polska jest gorsza od na przykład Finlandii? Pora skończyć z montowniami i zabrać się za coś bardziej ambitnego. Tyle tylko, że nasi politycy tworzą wspaniałe programy, których nawet nie próbuję realizować.

 Postulat poprawy funkcjonowania systemu ochrony zdrowia jest czymś, co ja stawiałbym na pierwszym miejscu. To, co w tej chwili mamy w Polsce to prawdziwa katastrofa - prawdziwy kryzys. Mówienie (jak ostatnio premier), że środki przeznaczone na ten cel rosną, że w ciągu 2 lat w system wpompowano o 10 mld złotych więcej jest nieporozumieniem. Pieniądze to poszły głownie na płace wcześniej bardzo źle wynagradzanych lekarzy. W mniejszym stopniu na płace pielęgniarek. Pacjenci nic na tym nie zyskali, a to, co zapowiada się na 2010 rok podnosi włosy na głowie.

 Pani minister Ewa Kopacz powiedziała ostatnio w radiu TOK FM w rozmowie z Janiną Paradowską, że nowe pomysły (potrzeba skierowania od specjalisty w celu przeprowadzenia poważnych badań) przyśpieszą diagnozę i są korzystne dla pacjentów. To jest oczywista nieprawda. Jeśli lekarz pierwszego kontaktu zleci takie badanie i wyjdzie w nim coś groźnego (przecież jest w nim opis!) to albo szybciej dostanę się do specjalisty albo wydam pieniądze na prywatną wizytę. Przejście przez specjalistę wydłuża czas nawet o kilka miesięcy, co w przypadku wielu chorób może doprowadzić do bardzo poważnych konsekwencji. Nowa procedura jest tylko i wyłącznie oszczędzaniem pieniędzy kosztem pacjentów. 

Położenie nacisku na współpłacenie oraz na dobrowolne, uzupełniające, prywatne ubezpieczenia zdrowotne systemu nie uleczy. Owszem, jeśli pojawi się możliwość odliczania sporej części kosztu ubezpieczenia od podatku to bardziej zamożna (i wąska) część społeczeństwa na tym skorzysta, a prywatna służba zdrowia będzie się rozwijała. Jednak od mieszania herbata słodka się nie zrobi. Do systemu trzeba dosypać pieniędzy. Premier 30 grudnia podwyżkę wykluczył - przecież pacjenci nie będą palili opon przed Kancelarią Premiera. Oczywiście trzeba system wpierw uszczelnić. I nie może być tak, że jeśli dyrektor dyscyplinuje lekarzy (np. wprowadza im elektroniczna kontrolę czasu) to pracownicy doprowadzają do jego usunięcia. Lekarze już naprawdę zarabiają nieźle i trzeba doprowadzić, żeby zrezygnowali z zasady: 12 godzin pracy na 3 pełnych etatach, bo to jest po prostu oszustwo. 

Jednym z postulatów w „liście dziesięciu” jest prywatyzacja. Na szczęście autorzy nie wpisali do postulowanych obiektów tej prywatyzacji ochrony zdrowia, bo przypomniałbym wszystkim jak to działa w USA, gdzie wydatki są na głowę są dwa razy większe niż w kolejnym państwie na liście, a pozycja na liście Światowej Organizacji Zdrowia jest odległa (czwarta dziesiątka). Jednak i tak mam duże wątpliwości, czy należy pozbywać się na przykład ostatniego dużego polskiego banku. Generalnie uważam, że robienia fetysza z prywatyzacji nie jest rozsądne. Nie jest bowiem prawdą, co zawsze powtarzam, że prywatne jest zawsze lepsze. Gdyby tak było to nie byłoby ani „enronitis” ani obecnego kryzysu. Należy po prostu zachować rozsądek. 

W całej rozciągłości popieram postulat, w którym autorzy twierdzą, że „w Polsce transfery socjalne trafiają w ponad 50 proc. do rodzin zamożnych i średniozamożnych, a powinny trafiać wyłącznie do biednych”. Od zawsze uważałem, że ulgi na dzieci i wszelkiego typu becikowe dla ludzi zarabiających po kilkanaście tysięcy miesięcznie, a tym bardziej dla tych zarabiających dużo więcej, jest kompletnym nieporozumień. Złym populizmem - złym, bo moim zdanie może być też dobra jego odmiana. Interesujący jest też pomysł nagradzania urzędników za właściwe zachowania. Problem jednak w tym, że nagradzani mieliby być za „oszczędności przy niepogarszaniu jakości świadczonych usług”, co wprowadza do systemu uznaniowość (ktoś jakość musiałby oceniać) i niezbyt mi się podoba.

 Brakuje mi w tym liście jednak jednego: autorzy spojrzeli przede wszystkim na stronę wydatkowo-organizacyjną, a nie spojrzeli na przychodową (może oprócz systemu emerytalnego). Nic dziwnego - bardzo trudno byłoby się chyba im w tej sprawie porozumieć. W Polsce przecież nadal obowiązuje stara, neoliberalna triada „prywatyzować, ciąć podatki, ciąć wydatki socjalne”. Gdzie tu miejsce na to, co niedawno postulował profesor Jerzy Osiatyński (http://www.pulsbiznesu.com.pl/Default2.aspx?ArticleID=1595c84f-254f-4a56-8246-af764996ca7c&readcomment=1&page=0&orderBy=down ), a co ja popieram w całej rozciągłości (zdając sobie sprawę z burzy, która ściągam na swoją głowę)? Zwiększenie dochodów państwa wymagałoby jednak powrotu do starej składki rentowej, do podatku PIT z trzema skalami, do znacznego ograniczenia samozatrudnienia, które jakże często jest zakamuflowanym zatrudnieniem szkodzącym systemowi emerytalnemu i budżetowi państwa oraz do zwiększenia składki zdrowotnej. Poza tym nasze urzędy skarbowe musiałby mieć możliwości takie jak amerykański IRS. Tylko to może zmniejszyć szarą strefę. 

Jak widać są to postulaty, które szkodzą przede wszystkim lepiej zarabiającym, a przecież to oni są wyrazicielami opinii publicznej. Politycy w całości mieszczą się w tej grupie. Nie ma więc obaw: postulaty z ostatniego akapitu nie zostaną wcielone w życie. Warto jednak o tym pamiętać wtedy, kiedy zaczniemy narzekać na „zadłużenie, które będą spłacać nasze wnuki”…

 

Zapraszam na zaprzyjaźniony ze mną portal: http://studioopinii.pl/


2009-12-07 13:01

Houston, mamy problem…

W piątek 4 grudnia w USA zostały opublikowane dane, które zszokowały rynki finansowe. Miesięczny raport z amerykańskiego rynku pracy okazał się być dużo lepszy od prognoz, które mówiły o zmniejszeniu zatrudnienia o 130 tysięcy przy stopie bezrobocia 10,2 proc. Opublikowane dane mówiły o spadku zatrudnienia jedynie o 11 tysięcy przy stopie bezrobocia 10 proc. Ten ostatni wskaźnik można sobie darować, bo sposób wyliczania i zbierania danych czyni go niewiarogodnym. To tak jak z sondażami politycznymi w Polsce - liczy się tylko kierunek zmian na przestrzeni kliku miesięcy, a nie pojedynczy odczyt. 

Dane o zatrudnienie też jednak wydawały się być kompletnie niewiarogodne, mimo tego, że te z poprzednich miesięcy skorygowano w kierunku pożądanym przez optymistów. Warto przypomnieć sobie, że dzień wcześniej szokiem była publikacja indeksu ISM dla sektora usług. Oczekiwano wzrostu, a tymczasem spadł on z 50,6 do 48,7 pkt., z czego wynikało, że ponad 80 procent gospodarki USA się cofa. Gospodarka ma się niezbyt dobrze, ale miejsc pracy nie ubywa? Niezwykle mało prawdopodobne szczególnie, że w środę raport ADP informował o ubytku sektorze prywatnym 169 tysięcy miejsc pracy. Prawdą jest, że zwiększenie zatrudnienia tymczasowego w usługach (szczególnie w sklepach) w sezonie sprzedaży świątecznej poprawiło statystyki, ale już dane za styczeń będą znacznie gorsze. Poza tym wcale się nie zdziwię, jeśli za miesiąc dane zostaną zweryfikowane na dużo gorsze. 

Jak więc widać przyczyna była (według mnie) wątpliwej natury, ale skutki bardzo istotne dla wszystkich inwestorów. Gwałtowne umocnienie dolara doprowadziło do wyłamania kursu EUR/USD dołem z dziewięciomiesięcznego kanału trendu wzrostowego, co zgodnie z analizą techniczną jest sygnałem do rozpoczęcia większej korekty. Można założyć, że obowiązuje filtr, ale przełamanie 1,48 USD taki sygnał kupna dolara by potwierdzało. W swoich komentarzach dla Xelion i Stooq.pl uprzedzałem od wielu tygodni, że na razie obowiązuje (nieksiążkowa) korelacja dobre dane - słaby dolar, ale jeśli wzrosną oczekiwania na podwyżkę stóp to wszystko się zmieni.  

W końcu przecież klasyczna, książkowa korelacja danych z walutą jest oczywista: dobre dane to większe prawdopodobieństwo podwyżki stóp, a to zazwyczaj wspomaga walutę. Korelacja mocne dane - słabszy dolar jest zależnością „kryzysową”. Wtedy to słabe dane i inne wydarzenia, których bali się inwestorzy doprowadzały do ucieczki kapitałów do bezpiecznej przystani, którą jednak ciągle był dolar. Słusznie, bo przecież USA nie oddadzą swojej mocarstwowej pozycji i roli dolara jako rezerwowej waluty jeszcze przez długie lata. Poprawa nastrojów w tej sytuacji musiała dolara osłabiać. Dolara powinno też osłabiać zadłużenie USA, ale to inny temat. Nie ulega wątpliwości, że na przestrzeni wielu lat dolar będzie tracił, ale mówimy o chwili obecnej - może o kilku miesiącach, a w tym okresie sytuacja może się znacznie różnić od długoterminowego trendu.  

Wyciąganie wniosków z jednej reakcji jest niesensowne, bo już kilka razy wydawało się, że korelacja się zmienia i nic z tego nie wynikało. Załóżmy jednak, że teraz rzeczywiście trend na rynku EUR/USD się odwraca, bo to właśnie jest ten problem, o którym wspominam w tytule. Jeśli tak to mamy scenariusz rozgałęziający się na dwie odnogi. W pierwszej kolejne dane będą bardzo dobre, w drugiej słabe. W obu sytuacjach mamy też sytuację, w której likwidowane by były pozycje wynikające z procesu carry trade. Inwestorzy pożyczali w dolarze (licząc na jego słabość) inwestowali na rynkach surowcowych i giełdach akcji krajów rozwijających się. Zarabiali, sprzedawali z zyskiem o oddawali dolary, które już mniej ich kosztowały., Zarabiali dwukrotnie - na aktywach i na walucie.  

Poza tym powstawało sprzężenie zwrotne: słaby dolar - wzrost wartości aktywów - jeszcze słabszy dolar i tak w kółko. Jeśli dolar się zacznie umacniać, to kierunek sprzężenia się zmieni. Wtedy będzie to działało tak: silny dolar - spadek cen aktywów - jeszcze mocniejszy dolar (bo likwidujący pozycję muszą go kupić, żeby zwrócić kredyt). Inaczej mówiąc powstaje sytuacja, w której pojawia się zalążek poważnej korekty. Tyle tylko, że to nie jest takie proste, bo mamy właśnie dwie odnogi, o których wspominałem w poprzednim akapicie.  

Jeśli dane będą słabe, a kurs EUR/USD będzie spadał (co jest możliwe, jeśli trend zmieni się na spadkowy), a dane nie będą tylko i wyłącznie słabe to wtedy mamy prawie stuprocentową pewność przeceny na rynku surowców i akcji. Jeśli jednak kolejne dane makro (nie tylko z rynku pracy) będą bardzo dobre to pojawia się nielogiczność: dlaczego mamy sprzedawać surowce i akcje, skoro sytuacja gospodarcza będzie się szybko poprawiała? Wtedy rozpoczęłaby się walka między carry trade a fundamentami. Zakładam, że jednak wygrałyby ją fundamenty. Tak było np. w 2005 roku, kiedy dolar się umacniał, a surowce i akcje drożały. Wniosek numer jeden: zmiana kierunku EUR/USD na spadkowy nie musi być przyczyną przeceny akcji i surowców.  

Taką przyczyną mogłoby być jednak realne zagrożenie szybką i zdecydowaną akcją Fed, czyli serią podwyżek stóp. Drugim zagrożeniem byłby duży wzrost rynkowych stóp procentowych, czyli rentowności obligacji dziesięcioletnich, które są dla takich stóp odnośnikiem (benchmark). Do podwyżki stópi zostało przynajmniej pół roku i bardzo wątpię, żeby miała to być seria podwyżek. Wzrost rentowności na razie jest niegroźny, ale jeśli wybije się ona z dużego trójkąta (przekroczy 3,64 proc.) to powstanie sygnał sprzedaży obligacji (wzrostu rentowności), który doprowadzi rentowność do poziomu 4,30 proc. Gdyby i ten poziom padł to nastąpi wybicie a 22. letniego kanału trendu spadkowego, a to zapowiadałoby wzrost rentowności do około 7 procent (kredyt hipoteczny 9-10 procent). Wniosek numer dwa: obserwujmy obligacje.  

W piątek 4 grudnia kurs EUR/USD spadł, to fakt, ale jeszcze paniki zamykanie carry trade nie wywołał. Surowce zareagował niewielkimi spadkami cen (oprócz złota, gdzie pojawiła się gwiazda wieczorna, czyli sygnał sprzedaży). Wszyscy wiedzą, że kolejne dane nie muszą wcale być takie dobre. Wszyscy też czekają na reakcję na kolejne raporty ze sfery makro. Nie wiedzą, czy dobre dane rzeczywiście będą umacniały dolara. Nie wiedzą też, czy jeśli będą dobre i dolar będzie się umacniał to bardziej istotne będzie zamykanie carry trade, czy gra na wyższe zyski spółek. Zbyt dużo wątpliwości, żeby podejmować poważne decyzje. Stąd wniosek numer trzy: zachować spokój i obserwować reakcje na kolejne publikacje makro. 

 

Zapraszam na zaprzyjaźniony ze mną portal: http://studioopinii.pl/